Start-upy vs lokalizacja

Kraków został okrzyknięty polską Doliną Krzemową, jednak to nie jedyne miejsce w kraju, gdzie start-upy próbują swoich sił w dorosłym biznesie. Zresztą, lokalizacja geograficzna dla tych przedsiębiorstw jest sprawą drugorzędną. Zdecydowana większość z nich od samego początku zakłada bowiem funkcjonowanie w środowisku międzynarodowym i czerpanie z dobrodziejstw globalnej wioski.

Brak barier

Zakładane przez młodych ludzi przedsiębiorstwa, zorientowane na podbicie rynku — nie polskiego czy nawet europejskiego ale światowego — cechują się niespotykanym do tej pory kosmopolityzmem. Osobom je tworzącym nie można zarzucić braku wyczucia międzynarodowego klienta — są wykształceni, kreatywni i znają języki obce. Bariera lingwistyczna jest więc ostatnim, co może im przeszkodzić w osiągnięciu sukcesu. Tym, na co jednak wciąż niewielu zwraca uwagę, jest lokalizacja, czyli kulturowa adaptacja treści.

Od kilkunastu miesięcy, światowi dostawcy usług językowych coraz mniej mówią o tłumaczeniach a więcej o lokalizacji właśnie. Bez niej, osiągnięcie sukcesu na rynku zagranicznym jest praktycznie niemożliwe. Przekaz oparty na tłumaczeniu dosłownym nie odniesie skutku jeśli nie dotrze do odbiorcy także na poziomie emocjonalnym. Start-upy lokalizację powinny mieć wpisaną w swoją naturę. Celując od początku w konsumentów zagranicznych,  już na etapie budowania i wdrażania produktu, powinni mieć na uwadze wagę zlokalizowanego kontentu, nazwy, logo i kanałów komunikacji (o czym możecie przeczytać także tutaj http://marketerplus.pl/teksty/artykuly/going-global-komunikacja-miedzynarodowa-w-social-mediach/). Przykładem może być tłumaczeniowy start-up Turbo Tłumaczenia, który początkowo funkcjonował pod nazwą Pleonazm. Szybko jednak okazało się, że marka nie ma szans na osiągnięcie międzynarodowego sukcesu pod taką nazwą. Kolejnym przykładem jest jeden z czołowych polskich producentów materiałów budowlanych dla którego biuro tłumaczeń Summa Linguae wykonywało audyt związany
z rebrandingiem. Szybko wyszło na jaw, że proponowane zmiany w identyfikacji wizualnej nie sprawdzą się poza granicami naszego kraju. O ile dla Polaków zależność między nazwą firmy a jej logo była jasna, o tyle klientowi zagranicznemu nic by ona nie mówiła. Dzięki dokładnej analizie kompetencji poznawczych potencjalnych odbiorców marki oraz lokalizacji przekazu przez nią komunikowanego, firma utrzymała spójny wizerunek.

Koedukacja

Zresztą nie tylko biura tłumaczeń mogą wpłynąć na start-upy — zależność jest dwukierunkowa. Współpracując z tego typu przedsiębiorstwami, starsze firmy uczą się funkcjonować w nowym środowisku. Dla start-upów, zamawiających chociażby tłumaczenia i lokalizację, liczy się szybkość reakcji i elastyczne podejście do stosunków B2B, jednak bez uszczerbku na jakości usługi. Same operują w globalnej sieci otwartej na nowe możliwości, korzystającej z technologii i niebojącej się ryzyka i uczą takiej formy kooperacji innych. Struktury i model biznesowy start-upów mogą okazać się kopalnią wiedzy dla przedsiębiorcy o już ugruntowanej pozycji na rynku.

Mam nadzieję, że start-upowców z polskiej Doliny Krzemowej nie trzeba długo przekonywać do zainwestowania w lokalizację.

Powiązane wpisy

Summa Linguae korzysta z plików cookie dla lepszego rozumienia sposobu korzystania ze strony internetowej. Dalsze korzystanie z tej strony internetowej jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na politykę cookies.

Więcej