Czy najsłynniejszy miś świata był dziewczynką?

W przeciwieństwie do świata show-biznesu czy sportu, w branży tłumaczeniowej trudno o wydarzenia, które wzbudzają ogromne emocje. Jednak jedna z polskich tłumaczek Kubusia Puchatka, wywołała prawdziwą burzę, szeroko komentowaną także przez media zagraniczne. „Miś o bardzo małym rozumku” w nowym wydaniu rozpoczął ożywione dyskusje na temat słuszności wyborów tłumaczki, a autorka przekładu książki — Monika Adamczyk-Grabowska, przez długi czas gościła na ustach kolegów po fachu.

O co chodzi? W przekładzie Moniki Adamczyk-Grabowskiej, Kubuś Puchatek nie jest Kubusiem. Co więcej, mimo, że nadal jest misiem rodzaju męskiego, dostał imię żeńskie — Fredzia Phi-Phi. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że pierwszą tłumaczką Kubusia Puchatka była Irena Tuwim — siostra tego Tuwima — i to ona jest autorką znanych nam od dzieciństwa wyrażeń „to, co tygryski lubią najbardziej”, „miś o bardzo małym rozumku” czy samych imion bohaterów.

Skąd pomysł aby Kubuś stał się Fredzią? Autorka przekładu uznała pierwsze tłumaczenie za adaptację, po tym jak na I roku studiów miała okazję przeczytać Kubusia Puchatka w oryginale (Winnie the Pooh). Doszła do wniosku, że siostra Juliana Tuwima pozostawała pod dużym wpływem twórczości jego i Jana Brzechwy i stworzyła świat bardzo poetycki, ładny, przyjemny, wręcz lukrowany. Oryginał natomiast taki nie jest — głównym bohaterem jest przecież miś o bardzo małym rozumku, jego przyjaciółmi są natomiast zwierzęta i mały chłopiec — czy ktoś z tego towarzystwa byłby w stanie tworzyć idealnie zrymowane wierszyki?

Skąd wzięło się w ogóle imię Fredzia Phi-Phi? Jak tłumaczy sama autorka, starała się ona jak najdokładniej przełożyć oryginał i przetłumaczyć Kubusia w opozycji do bardzo „udomowionego” przekładu Tuwim.

I tak, słowo „Pooh” w imieniu Winnie the Pooh, można przetłumaczyć jako onomatopeiczne „fe!”, czy też właśnie pogardliwe „phi”. Imię Winnie natomiast, pochodzi od niedźwiedzia, którego w londyńskim zoo często odwiedzał syn Alana Alexandra Milnego – Christopher. Niedźwiedź pochodził z kanadyjskiego miasta Winnipeg i nazywał się Winfreda — w skrócie Winnie, po polsku Fredzia. W książce Milnego, Krzysiu (czy też Krzysztof) nadaje takie właśnie imię misiowi. Dlaczego żeńskie? Jak tłumaczy autorka — bo tak. Bo pokazuje absurd dziecięcego świata i dalsze tłumaczenie, dlaczego męski miś ma żeńskie imię jest po prostu niepotrzebne.

Adamczyk-Grabowska zmieniła także imiona innych bohaterów książki — np. Krzyś został Krzysztofem (w oryginale także nie używano zdrobnienia, chłopiec nazywał się Christopher Robin), a Maleństwo Gurkiem (od „kangurek”, tak jak w oryginale „Roo” od „Kangaroo”).

Przekład Ireny Tuwim można uznać za klasyk — Kubuś Puchatek i jego przyjaciele towarzyszą już piątemu pokoleniu dzieci, nie dziwne więc, że odświeżony przekład Moniki Adamczyk-Grabowskiej wzbudził takie emocje. Tłumaczenie książki dla dzieci wywołało największy skandal w historii branży translatorskiej. Czy słusznie? Tłumacze i czytelnicy są podzieleni, ale przynajmniej studenci filologii mają o czym pisać swoje prace dyplomowe.

Powiązane wpisy

Summa Linguae korzysta z plików cookie dla lepszego rozumienia sposobu korzystania ze strony internetowej. Dalsze korzystanie z tej strony internetowej jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na politykę cookies.

Więcej