Języki uniwersalne — łacina, angielski… emoji?

Mimo, tradycyjne systemy znaków dominują w komunikacji pisemnej, emocji rosną w siłę. Statystyki mówią, że używamy ich w co drugim zdaniu publikowanym w mediach społecznościowych, a Oxford Dictionary uznał uśmiechnięty emoji ze łzami szczęścia za „słowo” roku 2015. Czy można więc powiedzieć, że cofnęliśmy się o kilkadziesiąt tysięcy lat w rozwoju cywilizacyjnym i ponownie używamy pisma obrazkowego?

Emotikon to przedstawienie wyrazu twarzy odzwierciedlającego jakieś emocje za pomocą symboli używanych w komunikacji pisemnej. Po raz pierwszy weszły do powszechnego użycia w 1982 roku, za sprawą informatyka Scotta Fahlmana, który zasugerował ich wykorzystanie w celu odróżnienia żartów od poważnych treści (wtedy używano jedynie uśmiechniętej lub zasmuconej buźki).

Emoji zostały opracowane przez Shigetaka Kurita – pracownika japońskiej firmy telekomunikacyjnej w latach 90. W odróżnieniu od emotikonów, emoji to po prostu dopracowane w najmniejszych szczegółach obrazki, które można wpisać za pomocą jednego klawisza w telefonie (czy też jednego dotyku ekranu)

Frekwencja z jaką używamy emoji w codziennej komunikacji oraz ich uniwersalność sprawiają że coraz więcej antropologów i lingwistów bada ten fenomen pod kątem językowym. Czy więc emoji to nowy język powszechny?

Na razie jesteśmy dość sceptyczni. Czego brakuje emoji do klasyfikowania ich jako języka, to na pewno brak gramatyki. Żeby je więc poprawnie odczytać, potrzebny jest kontekst oraz pewne umiejętności socjospołeczne, które zastępują szyk zdania czy czas gramatyczny. Do tego zestawu można dodać także znajomość tematu czy sytuacji, o której rozmawiamy lub przynależność do danej grupy społecznej/towarzyskiej. Z drugiej strony, czy jednak gramatyka jest niezbędnym czynnikiem determinującym efektywną komunikację?

Wyobraźmy sobie, że pytamy znajomego co robi w piątek wieczorem, a on odsyłam nam ciąg ikon:

Nie trzeba być geniuszem, żeby rozszyfrować wiadomość – znajomy idzie na urodziny. Nie ważna jest tutaj kolejność użytych znaków czy fakt, że nie istnieje sposób aby ukazać czas przeszły lub przyszły. Od kontekstu lub znajomości tematu zależy jednak w jakim stopniu rozszyfrujemy emoji. Już teraz wiemy, że impreza odbędzie się w piątek. Jeśli niedawno rozmawialiśmy z tym znajomym i wspominał on o kupnie prezentu urodzinowego dla mamy, będziemy wiedzieć o kogo urodziny chodzi. Jeśli nie znamy go na tyle dobrze lub nie znamy kontekstu, komunikacja za pomocą emoji wymaga zadania kolejnych pytań, a więc włożenia więcej wysiłku w konwersację.

Emoji nie są więc zawsze najbardziej efektywnym sposobem porozumiewania się, jednak uzupełniły one pewną lukę czy wadę komunikacji pisemnej — za pomocą liter nie mogliśmy wyrazić np. tonu głosu, który w wielu przypadkach determinuje sposób odbioru danego komunikatu. Tak naprawdę, używanie tego systemu znaków przychodzi nam naturalnie, ponieważ w przypadku porozumiewania się „na żywo” także nie ograniczamy się do używania jedynie słów — gestykulujemy, wyrażamy emocje za pomocą mimiki, wspomagamy się tonem głosu. Emoji zastępują więc te elementy w języku pisanym.

Na razie trudno wyobrazić sobie komunikację na poziomie międzynarodowym czy biznesowym za pomocą emoji, chociaż już teraz można łatwo ocenić stosunki miedzy dwojgiem ludzi właśnie na podstawie tego czy np. w mailach używają uśmiechniętych buziek. Czy to szansa na ułatwienie globalnej komunikacji czy lingwistyczny Armagedon, cofający rozwój naszej cywilizacji do poziomu pisma obrazkowego?

Powiązane wpisy

Summa Linguae korzysta z plików cookie dla lepszego rozumienia sposobu korzystania ze strony internetowej. Dalsze korzystanie z tej strony internetowej jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na politykę cookies.

Więcej